czwartek, 4 kwietnia 2013

TONI & GUY


Angielska sieć salonów fryzjerskich stworzyła kosmetyki do włosów przeznaczone do użycia w domu, czyli 'jakość z salonu dla każdego'. Jako, że mój znajomy fryzjer jest fanem tej marki postanowiłam wypróbować kilka produktów jak tylko zauważyłam je w drogerii. W rezultacie od kilku miesięcy używam produktów do włosów Toni & Guy, z kilkoma zaprzyjaźniłam się na dłużej i sporo chcę jeszcze wypróbować. W Polsce można je kupić w Rossmannie i wszystkie są w cenie ok. 30-40 zł. Bardzo je lubię i postanowiłam zrobić małą recenzję tych, które już wypróbowałam. 
(Na początku, żeby nie powtarzać tego samego przy każdym produkcie chcę  zaznaczyć, że wszystkie pięknie pachną, nawet lakier nie śmierdzi na włosach!)


1.    Heat Protection Mist


Co mówi producent: Formuła odżywcza pomaga chronić przed uszkodzeniami i łamaniem włosów podczas stylizacji na gorąco.
Co mówi Sasha: Świetny! Warty swojej ceny i o wiele więcej! Dla osób, które często bawią się suszarkami, lokówkami, prostownicami i wszystkim tym co układa nasze włosy na gorąco. Produkt jest też bardzo wydajny, ponieważ przy jednym użyciu potrzebna jest niewielka ilość.

2.    Leave in Conditioner


Co mówi producent:  Zapewnia całodzienne odżywianie i nawilżanie. Dyscyplinuje nieposłuszne włosy i sprawia, że łatwiej się rozczesują.
Co mówi Sasha:  Produkt dobry dla tych, którzy mają problemy ze splątanymi włosami. Jako odżywka jest w porządku, ale nie rzuca na kolana, za to muszę przyznać, że włosy rzeczywiście się po nim nie plączą (moje bywały 'nierozczesywalne' zanim zaczęłam używać, teraz nie mam kłopotu ze splątanymi końcówkami)

3.Volume Plumping Mousse  (czyli po prostu pianka)




Co mówi producent: Nadaj włosom objętość i sprężystość tam, gdzie liczy się to najbardziej, czyli u nasady. Zainspirowana przez salony fryzjerskie formuła daje długotrwały efekt pełni włosom cienkim i słabym, bez obciążania ich.
Co mówi Sasha: Akurat w tym przypadku się zawiodłam. Tak jak wszystkie inne ślicznie pachnie i nie obciąża włosów, ale to niestety na tyle. W przypadku moich włosów nie daje żadnego konkretnego efektu na dłużej niż 5 minut.

3.    Medium Hold Hairspray


Co mówi producent: Utrwala, ale nie obciąża. Fryzura zyskuje objętość, wygląda naturalnie i miękko.
Co mówi Sasha: Dokładnie to samo + włosy po nim nie pachną lakierem do włosów (nienawidzę tego zapachu więc to cudowna odmiana) i nie są posklejane.

4.    Shine Gloss Serum


Co mówi producent: Lekka formuła pomaga zdyscyplinować włosy, nadając fryzurze wyjątkowy połysk.
Co mówi Sasha: wygładza włosy i nabłyszcza, nie skleja, nie przetłuszcza. Dodatkowo jest bardzo wydajny. Polecam baaardzo gorąco!


Na koniec dodam tylko, że żaden z tych produktów nie obciąża włosów. Niekiedy na raz miałam na głowie wszystkie 5 i nigdy włosy nie były przeciążone, wręcz przeciwnie zawsze były miękkie i wydawały się bardzo lekkie.

Mam nadzieję, że info okaże się dla Was przydatne. Pewnie niedługo napiszę jeszcze posta w temacie Toni & Guy, bo mam kilka kolejnych produktów na oku do wypróbowania.

Pozdrawiam!

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

cienie mineralne MAC

Postanowiłam zacząć od tego tematu, ponieważ czytałam i słyszałam wiele podzielonych opinii i chciałam napisać o moich doświadczeniach z tym produktem.

Po pierwsze, muszę się przyznać, że cienie mineralne MACa uwielbiam i moja opinia na ich temat jest bardzo pozytywna. Czytając blogi o makijażu, oraz komentarze dotyczące mineralnych cieni zauważyłam jednak, że wiele osób na nie narzeka.
Moim zdaniem wiele głosów na 'nie' jest spowodowanych nieprawidłowym użyciem tego produktu. Zacznę więc od krótkiego wyjaśnienia.
Moja przygoda z cieniami mineralnymi rozpoczęła się także niezbyt pozytywnie. Pierwszy taki cień dostałam w prezencie i po zeswatchowaniu na ręku byłam zachwycona intensywnością kolorów i jakością produktu. Niestety, podczas nakładania ich na powiekę zmieniłam zdanie. Cienie osypywały się przy nakładaniu i rozcieraniu. Po kilku próbach odstawiłam je na półkę i długo nie ruszałam.
Jakiś czas później postanowiłam do nich wrócić, ponieważ pasowały mi świetnie do sukienki, którą wkładałam na imprezę. O dziwo, nie osypywały się tak jak przedtem... Po kilku kolejnych próbach postanowiłam kupić następne cienie mineralne i aktualnie mam ich 8.

Koniec wstępów, czas na konkrety!

Moja obserwacja jest taka: cienie mineralne, mają zupełnie inną teksturę, niż cienie prasowane, dlatego też trzeba je nakładać trochę inaczej. Przede wszystkim najlepiej nakładać je na bazę lub paintpot (wygodnie jest też nakładać je na mokro, chociaż ja robię to rzadko). Po drugie lepiej je wklepywać niż rozcierać, wtedy się nie osypują. Zwłaszcza cienie z większą ilością drobinek brokatu, które najłatwiej się osypują należy wklepywać i nakładać na bazę.

Efekt jaki możemy uzyskać używając tych cieni jest świetny, a gama kolorów różni się od tych, które są dostępne jako cienie prasowane. Większość tych cieni daje nam również możliwość 'budowania' koloru, od delikatnej poświaty, po intensywną barwę.

Atutem tych cieni są również duże możliwości uzyskania wielu kolorów z jednego opakowania. Najczęściej są one podzielone na dwie części, lub są mieszaniną kilku kolorów. Każdy z tych kolorów możemy nakładać oddzielnie lub dowolnie je wymieszać. Tak np. z jednego cienia można uzyskać nawet do 5 kolorów (oczywiście nie odnosi się to do każdego cienia mineralnego MACa). Ich tekstura pozwala na dowolne mieszanie kolorów, ponieważ, moim zdaniem, łączą się ze sobą łatwiej niż cienie prasowane, z uwagi na swoją specyficzną teksturę (która sprawia, że tak łatwo osypują się przy nakładaniu).

Dodatkowo, jak wszystkie produkty mineralne MACa są 'niewyczerpywalne'. Używam ich dosyć często, niektórych od ponad roku i jeszcze żaden mi się nie skończył.

Podsumowując: jestem wielką fanką tych cieni, odkąd nauczyłam się je nakładać, nie wyobrażam sobie życia bez nich.

Aktualnie w MACu są te cienie mineralne (może jeszcze jakieś inne, nie jestem pewna):

1 rząd od lewej: Water & Ice, Fresh & Mint, Love Connection, Joy & Laughter, Sweet & Sour
2 rząd od lewej: Blue Flame, Smutty Green, Young Punk, Gilt By Association, Cinderfella

takie tam, powitanie

Pierwsza notka, zaczynamy niebawem z blogiem urodowym! Mam nadzieję, że wszystkim się spodoba i okaże się użyteczny dla każdego, kto interesuje się makijażem.
Początek jak zawsze jest ekscytujący i pełen niepewności, ciekawa jestem jak to blogowanie mi się potoczy.

Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt Kochani!

Sasha